Dziś na blogu, kolejny fragment książki, o którą Państwo pytają:

 

Wielką ulgę odczuła Leontine, kiedy uwolniła się od starego, zniszczonego chorobą ciała. Jeszcze przysiadła na chwilę, ukazała się Josephine jako motyl utkany z różnych odcieni bieli, a potem odepchnęła się lekko i poszybowała w górę. Jak magnes ściągało ją światło, które miało być następnym domem. Musiała jeszcze przejść kwarantannę i zapadła w sen na kilka ziemskich miesięcy, bo w nowym miejscu pojęcie czasu nie istnieje. Dopiero potem przypomniała sobie o dzieciach. Na pewno by się zmartwiła gdyby mogła, ale nie istnieją też żadne destrukcyjne uczucia. Pomyślała, że nie widziała dotąd swoich bliskich zmarłych i…natychmiast się pojawili. Miała wszystkich w zasięgu myśli i bez znaczenia była jej wiotka mglista postać. Najbliżej stanęli rodzice. Witali ją emanując miłością, aż nagle ta miłość była jedynym co sama miała do zaoferowania. Była spokojna i szczęśliwa, cieszyła się każdym kto do niej przyszedł, rozpoznała dzieci, które poroniła i rodzeństwo zmarłe w niemowlęctwie. Mąż opiekował się własnymi dziećmi i nie był już znienawidzonym draniem. Ich dusze rwały się do siebie, a światło stało się wspólnym domem. Leontine pozwolono zachować ziemską pamięć. Miała ją tracić stopniowo, kiedy sama tego zapragnie. Otrzymała też nieograniczone prawo do podglądania osieroconych dzieci, które wcale o sobie tak nie myślały i jak dawniej żyły własnym życiem, bez umieszczania w nim matki.
Pierwsze wibracje odczuła jak nagłe wezwanie. Zatrzymała się przy tabliczce ze swoim nazwiskiem nie uwzględniając faktu, że pod ziemią znajduje się ciało, które porzuciła. Cmentarną aleją zbliżała się piątka jej dzieci, wytwornych w wyglądzie i niebywale pospolitych w sposobie bycia. Po ojcu prezentowały się odpowiednio, a po niej były prymitywne i nie pomogło na to kształcenie się w różnych szkołach. Wprawdzie ułatwiało im życie, ale pospolitość i tak wychodziła cokolwiek robiły, więc tym bardziej zdziwiła ją cicha rozmowa. Jako pierwszy podszedł Andre. Poprawił wieńce i ustawił w wazonach świeże kwiaty, od każdego oddzielnie. Zapalił znicze, bo nie wiadomo dlaczego żywi robią to dla siebie, na wszystkich cmentarzach. Córki nie przerwały rozmowy, choć Josephine próbowała uświadomić im obecność matki. Uznały, że to wytwór chorego umysłu i zanim siostra dostanie całkowitego pomieszania postanowiły wracać. Zaczęły się kłócić jak tylko minęły cmentarną bramę. Leontine nie towarzyszyła im, zobaczyła wystarczająco dużo, aby z chęcią powrócić do swego światła. Córki miały zawzięte twarze, nie tęskniły za nią. Przy grobie nie wspominały matki, choć Josephine nieśmiało je zachęcała. Andre także nie wspomniał zajęty porządkowaniem. Przekonała się jak marny i nie wart uwagi jest świat materii. Jeszcze tylko popatrzy na życie każdego z osobna i ziemska pamięć nie będzie jej już potrzebna.

Reklamy

Dedykuję Joli Łagodzińskiej – mojej drogiej przyjaciółce i czytelniczce

 

Walentynki… za cztery dni!

Miłosne tematy, które niezmiennie się Państwu podobają, zawsze owiane są nutką tajemnicy. Nie rozgłaszamy tego co najlepsze. Mnie jest może łatwiej, bo solidaryzuję się z buddyjską filozofią: kocham cię, dlatego w niczym cię nie ograniczam. Ty jesteś wolny i ja jestem wolna. Wydaje mi się, że tyle dla miłości możemy zrobić. Puścić wolno. Dopiero wtedy ma szansę przetrwać. Ale może się mylę i wcale nie musicie Państwo myśleć jak ja.

Ta dojrzała, długa miłość jest czymś innym niż stan zakochania, który uwielbiamy, a zdarza się tylko kilka razy w życiu. Podobno sekunda wystarczy, żeby się zakochać. Zagrają hormony i dopada głupawka. W szaleństwie nieograniczonego szczęścia potrafimy nie jeść, serce bije szybciej, podwyższa się ciśnienie krwi. W stan euforii wprowadza nas PEA. Działa jak narkotyk i wystarczy wywołać w myślach obiekt uczuć, aby natychmiast dostać nową działkę. Podobałoby się nam myślenie, że stan zakochania to boski dar, sygnały wysyłane i odbierane poza świadomością. Ale nic bardziej mylnego. Choć to takie romantyczne że serce cierpi, to wyłącznie dlatego, że sygnały dostaje z mózgu.

Moje dwie jednoczesne miłości bardzo się od siebie różnią. Jedna jest vip-em, a druga operatorem śmieciarki. Obie są wielkie, jednakowo ważne i nigdy z żadnej bym nie zrezygnowała. Tylko dlaczego dwie? Bo nawet największa głupawka ma różne oblicza i co innego wnosi do życia. Operator śmieciarki jest pomysłowy, zabawny, szalony. VIP bardzo mądry, uważny, przystojny. Dzięki nim moje życie jest barwne, mam za kim tęsknić i o kim myśleć. Mam kim się cieszyć i być dumna. I nic mnie nie obchodzi, że to tylko projekcja mózgu. Przy moich miłościach się uśmiecham i świat staje się lepszy. Jeden jest moim przyjacielem, a drugi wnukiem.

Po artykule z ubiegłego tygodnia, pytacie Państwo o książkę ze szczególnym zainteresowaniem. Pisałam ją dwa lata, a w trzecim została wydana. Starałam się w miarę realnie przedstawić siebie jako pisarkę Josephine, ale reszta jest zbeletryzowana. W Hajnówce są dwa egzemplarze w bibliotece. Taką informację otrzymałam z wydawnictwa, bo choć tu mieszkam, nikt z biblioteki mnie nie powiadomił. Fragment, który zamieszczam, wybrała dla Państwa moja przyjaciółka i angielska tłumaczka, autorka bloga: burza tumblemind

duch07

Pół roku później Josephine zaprosiła rodzeństwo na wspominki w pustym mieszkaniu matki. Rozpoczęcie planowała na cmentarzu, gdzie Leontine na wszystkich czekała. Kobiety miały do pokonania setki kilometrów, tylko Andre był na miejscu i na ich przyjazd zamówił catering ustalony i finansowany przez siostrę. Nie miał zwyczaju wydawać własnych pieniędzy, jeśli nie było to związane z nim samym. Zjawiały się po kolei, ale zamieszanie spowodowała wyłącznie Sophie. Świat musiał się wokół niej kręcić, a jeśli nie, to ona kręciła światem. W nieznośną ciszę wdarł się słowotok Valerie i wydawał się nie do opanowania, podobnie jak jej nadmierna nerwowość. Miała potrzebę mówienia jak matka, niezależnie, czy ktokolwiek słucha. Zanim rodzeństwo usiadło wspólnie przy stole, Josephine wpadła w rozpacz nad własną głupotą. Zaprosiła stado szerszeni w konkretnym celu, tylko że nie było zainteresowane wspominkami. Kawa rozjaśniła umysły i przyśpieszyła wizytę na cmentarzu, ale dziwnie obojętnie przebiegła, bez skupienia, które było dla niej szczególnie ważne jako element porozumienia z zaświatami. Andre dbał o mogiłę, wyglądał na oswojonego z tym miejscem i zachowywał się jak wtedy, gdy matkę odwiedzał w jej mieszkaniu. Na tę chwilę siostry powściągnęły swój temperament, ale dużo miały do powiedzenia i w drodze powrotnej zagrzmiało jak na demonstracji. Dowcip Andre nie zdołał ich przyhamować, a w domu Sophie obrzuciła wyzwiskami Josephine. Nie mogła darować przerwanej w szpitalu akcji z mieszkaniem matki. Nie myślała, że jest potencjalną morderczynią uratowaną przez siostrę, myślała o sobie jako ofierze utraconych dóbr z przeznaczeniem dla beztroskiego i ciągle bezdomnego syna. Genevieve patrzyła na nią z nienawiścią za paskudne intrygi tworzone przez całą młodość i kazała zamknąć obłudny pysk, zanim go jej osobiście rozwali. Valerie – przyzwyczajona do korzystania z wysokiej emerytury Leontine –  wykrzykiwała, jaka jest biedna i nikt jej nie pomaga. Zalewała się obfitymi łzami i całkowicie pomijała fakt posiadania licznych nieruchomości, licząc na amnezję, a przy okazji hojność rodzeństwa. Całkowity brak reakcji postanowiła przeliczyć na wizyty w jej domu, które nadmiernie kosztowały i czas najwyższy za nie zapłacić. Zapomniała, że odwiedzając ją, zabierało się ze sobą jedzenie, bo swoim nie lubiła się dzielić. W chciwości była perfidna i to wygarnęła jej Josephine, ale zaraz pożałowała. Miała teraz przeciwko sobie dwie siostry, które tak łatwo rzucały obelgi, jakby je wcześniej zaplanowały. Sophie i Valerie z wprawą demolowały jej wrażliwą naturę, aż nic nie zostało i spotkania nie dało się już uratować. Andre przestał dowcipkować, poraziła go siła nienawiści, której się w żadnym razie nie spodziewał. Genevieve najpierw nie wiedziała, po czyjej jest stronie, a jak już wiedziała, to musiała się bronić, bo obelgi spadły też na nią za to, że jest ze wszystkich najbogatsza, a majątek zdobyła kosztem własnego rodzeństwa i nigdy się nie przyznała. Awantura odbywała się przy dobrym jedzeniu, przy stole matki, w mieszkaniu, gdzie pół roku temu umarła. Nie wpłynęło to na obyczaje jej dzieci i przygnębiona Josephine postanowiła zgromadzenie opuścić. Czuła się winna. Doskonale wszystkich znała, a mimo to zachciało się jej wspominek. Miała nadzieję, że opowiedzą, komu się przyśniła, przypomną historyjki z jej życia, poczują się rodziną i zaczną się do siebie nawzajem zapraszać. Nic takiego nie nastąpiło. Pokonywały daleką drogę, bo była okazja się jeszcze raz pokłócić. Pośpiesznie pakowała swoje rzeczy, kiedy zaatakowany został Andre za to, że Leontine zostawiła mu to małe mieszkanko, a chciałaby każda. Roześmiał się i zaproponował, żeby je sobie wzięły, po czym wyszedł z Josephine. W taki sposób skończyły się sentymenty. Andre wynajął mieszkanie obcym ludziom, choć lubił tam czasem posiedzieć i pomyśleć o matce. Josephine przestała opuszczać zagraniczny mały domek, w którym najlepiej się jej pisało, a tęsknot nie miała już żadnych i nie chciała mieć. Sophie powiedziała jej na pożegnanie, że jest schizofreniczką, Valerie przypomniała, że jest starsza i musi pomagać biednej młodszej siostrze, Genevieve machnęła tylko ręką, co mogło oznaczać: goodbye albo: idź do diabła.

 

 

 

To jest moja książka:

20180626_135756

A to okładka – obrazy, namalowane przez Krzysztofa Dąbrowskiego /z lewej/ i Darię Łukszę.

obraz 20190117_144527

Krzysztofa przedstawię za kilka tygodni, dziś na blogu Daria. Poznałyśmy się, bo zamieściłam ogłoszenie na hajnowskim Spotted, że poszukuję genialnego artysty malarza do współpracy ze Stowarzyszeniem na Rzecz Hospicjum w Hajnówce. Zadzwoniła Daria. Powiedziała, że to ona jest genialna i… się zgłasza. Rozpoczęłyśmy wspólne działania, i mam nadzieję – przyjaźń. Dowiedziałam się, że nie tylko maluje, ale niemal od dziecka występuje w chórze Woskliknowienije przy parafii prawosławnej. /Na zdjęciu druga z lewej/.

38289268_2053575174662969_5471875621724356608_n

Jest artystką w pełni tego słowa, choć jej osobowość od słów w żadnym razie nie zależy. Zależy od obrazów, w które przetwarza rozmowę i od jej postrzegania rzeczywistości. Bawi się kolorami, jakby bez żadnego porządku układała je w całość. A potem ze zdziwieniem stwierdza, że ułożyło się samo i dało dokładnie taki efekt, jak zamierzała.

50250786_300790090820893_5631808959603015680_n 31957562_10209896351640420_5700418755759177728_n

Każda praca i każda pasja, to dla Darii wyzwania. Maluje, śpiewa, tańczy, prowadzi dwa profile na FB:

https://www.facebook.com/mrs.ddarka

i Rozczochrany nieco-dziennik

Ma w dorobku wiele karykatur, ale praca z farbami daje jej większą satysfakcję. Patrzy na rzeczywistość w sposób nieoczywisty, bo pozwala jej na to nieograniczona wyobraźnia, samo kreacja, radość z każdej chwili i dzielenie się dobrą energią z każdym spotkanym człowiekiem.

20180526_113216 dddddddddddddddd

Czym jest zdrowie?

Szczęściem, bogactwem, radością, samodzielnością. Życie ma się czego trzymać i pozwala normalnie funkcjonować. Możemy dotykać, brać i uczestniczyć w czym chcemy. Medycyna się szybko rozwija i tworzy coraz więcej możliwości poratowania zdrowia. Czasem tylko kabelkami bywamy połączeni z życiem, ale i tak pozostaje nadzieja, a potem radość z powrotu do słońca, szczęścia i zwykłego śmiechu, którego w chorobie przeważnie nie ma.

Pani T. była osobą bardzo aktywną, uprawiała sport, intensywnie pracowała. Pierwsze nasilone objawy choroby serca przyszły wraz ze szczepieniem przeciw grypie. Po trzecim szczepieniu zaczęła odczuwać dyskomfort, objawiający się dusznością i ciągłym zmęczeniem. Problemem stało się wstanie z łóżka, umycie zębów, nie mówiąc o przejściu paru kroków. Do szpitala trafiła, kiedy niewydolność serca osiągnęła poziom skrajny. Jej życie zostało uratowane, ale dowiedziała się, że nigdy już nie będzie takie jak dawniej. Zdarzały się zaniki krążenia i trwały coraz dłużej, dlatego pilnie została zakwalifikowana do wszczepienia kardiowertera – defibrylatora /ICD/, czyli terapii resynchronizującej serce /CRT/. Efekt był taki, że o 20% poprawiła się wydolność serca, a jakość życia co najmniej o 50%. W późniejszym okresie wydolność jednak spadła do 15% i np. wejście na I piętro stało się nieosiągalne. Wtedy rozpoczęto procedurę, kwalifikującą do transplantacji serca.

Dziś, razem z Panią T., opowiemy Państwu o kardiowerterze CRT – D, dzięki któremu ma szansę na przeżycie kolejnego dnia.

kardio1 image_1.img.patients_crt-d_device_placement

To takie malutkie urządzenie dla pacjentów z niewydolnością serca, u których występuje wysokie ryzyko nagłej śmierci sercowej. Działając jak rozrusznik w rytmach wolnego serca, CRT – D dodatkowo dostarcza małych impulsów elektrycznych do lewej i prawej komory, aby pomóc im w skurczeniu się w tym samym czasie. Ułatwia to sercu wydajniejsze pompowanie. Urządzenie może też leczyć niebezpieczne arytmie, które łatwo doprowadzają do nagłego zatrzymania krążenia. Jeśli uderzenia serca są niebezpiecznie szybkie, wówczas CRT – D wywołuje w sercu wstrząs, czyli defibrylację. To zatrzymuje nienormalny rytm, z łatwością doprowadzający do śmierci w kilka minut.

Jeżeli obserwujecie Państwo niekorzystne zmiany w stanie zdrowia, nie wolno zwlekać. Należy dbać o siebie i nie lekceważyć żadnych objawów.

Tekst powstał we współpracy z Panią T., autorką bloga /ulotne chwile/.

 

Hajnowska manufaktura A & P

Anna Karetko jest od administracji i sprzedaży.  Piotr Skiepko od produkcji. I tych dwoje ludzi wystarczy, aby działała unikalna manufaktura, dostarczająca pożądanego dla zdrowia produktu.

6

Przez bezwzględne, czasem bezmyślne odchudzanie, eliminujemy z jadłospisu oleje, nie zdając sprawy z krzywdy wyrządzanej samym sobie. Tłuszcze przede wszystkim dokarmiają mózg. Dostarczają energii i niezbędnych substancji odżywczych, aby organizm funkcjonował prawidłowo. Najcenniejsze są oleje tłoczone na zimno. Otrzymuje się je za pomocą mechanicznego wyciskania roślin oleistych. Są mało odporne na przechowywanie, za to mają wysoką jakość i wartość odżywczą. Zawierają przeciwutleniacze zapobiegające procesom starzenia, nienasycone kwasy tłuszczowe i witaminy rozpuszczalne w tłuszczach.

3 4

Należy je stosować w zależności od preferencji, bo chociaż nie są lekami, pobudzają organizm do samoleczenia, przez co mają istotny wpływ na usprawnienie mechanizmów obronnych naszego ciała. Gdyby społeczna świadomość wartości olejów tłoczonych na zimno i niefiltrowanych była większa, łatwiej rezygnowalibyśmy z chemicznych farmaceutyków. To bezpieczna i zdrowa żywność o zapachu, smaku i kolorze charakterystycznym dla roślin, z których pochodzą. Kolejne partie mogą się tymi cechami różnić, co w żadnym razie nie ma wpływu na skład oleju.

Aby się tłoczyło, temperatura nie może być niższa niż 17 stopni, dlatego w pomieszczeniu bardzo ważny jest piec.

1.jpg

Leczniczo oleje powinno się stosować okresowo. Kiedy następuje nasycenie organizmu, wówczas smak i zapach stają się nie do zniesienia. To oznacza, że trzeba przerwać terapię i powrócić np. za pół roku. Bywa że na drodze do odzyskiwania zdrowia, czają się pokusy w postaci destrukcyjnego stylu życia. Nie zadziała wtedy magiczna moc olejów, opisana na stronie fb manufaktury. Nie wolno wyniszczać siebie przez przepracowanie, stres, chroniczne zmęczenie, napięcie i złe jedzenie. Nie służą nam telewizyjno – prasowe diety, powinniśmy tworzyć własne, zgodnie z naszą strefą klimatyczną i kulturową.

https://www.facebook.com/HAJNOWSKIOLEJTLOCZONY/

Właściciele olejarni są utalentowanymi, znanymi w kraju i zagranicą artystami. Piotr Skiepko prowadzi ludowy zespół Narewczanki, wcześniej także Dubiny, w którym gra na akordeonie i oboje śpiewają. Jest też założycielem Stowarzyszenia na Rzecz Hospicjum w Hajnówce. Za działalność kulturalną i społeczną otrzymał w grudniu ub.r. Odznakę Honorową województwa Podlaskiego.

https://www.facebook.com/pages/category/Organization/Stowarzyszenie-na-Rzecz-Hospicjum-w-Hajn%C3%B3wce-1430191513691786/

Kontakt do olejarni:

adres: ul. Targowa 47

telefon: 668 462 583

 

Odpowiadam na Państwa pytania: na blogu nie zamieszczam reklam. Opisuję wyłącznie to na co trafiłam, z czym się zetknęłam, co wypróbowałam, czym się zachwyciłam itp. Nawet jeśli coś wygląda na reklamę, jest tylko moją opinią.

 

 

Specjalnie dla Państwa, z najlepszymi życzeniami w Prawosławne Święta Bożego Narodzenia, pisze autor bloga /widzianezekwadoru.wordpress.com/

Ekwador

ekwador

Wiele lat mieszkaliśmy z rodziną w USA, w stanie New Jersey. Tam wykształciły się nasze dzieci, a ja i moja żona Alicja przeszliśmy na emeryturę. Jednak życie przestało być sympatyczne od zamachu na World Trade Center w Nowym Jorku 11 września 2001 roku i późniejszych. Nadmiar przepisów antyterrorystycznych, przy jednoczesnym wzroście kosztów utrzymania, zmobilizował do zastanowienia nad naszą przyszłością. Chcieliśmy zamieszkać w ciepłym, miłym miejscu, wygodnym i pięknym. Niby mieliśmy priorytety, ale i tak zdecydował przypadek, bo poznaliśmy Ekwadorczyka, który zainteresował nas i pomógł w poznaniu swojego kraju.

Wybraliśmy Cuence

cuenca

To trzecie co do wielkości miasto Ekwadoru, położone w kotlinie śródgórskiej, zamieszkane przez 650 tys. ludzi. Niestety ciepło, którego szukaliśmy, okazało się wątpliwe. Niby na równiku, ale na wysokości 2,5 km n.p.m. za dużo go nie ma. A my mieszkamy na obrzeżach miasta, jeszcze 500 m. wyżej. Nasz dom stoi na półhektarowej działce, która pozwala mojej żonie spełniać się ogrodniczo. Ja mam raczej mało zapału, ale kiedy już widać rośliny, dostrzegam w tym sens i z kilofem i łopatą przeklinam skaliste podłoże. Pory roku są podobne jak w Polsce, ale z racji unikalnego położenia plony można zbierać przez cały rok, bo nie ma tu zimy. Klimat bardzo nam odpowiada, w styczniu jest polska pogoda lipcowa, temperatura w dzień dochodzi do +20 st. C. Maj to polski listopad. Pada bezustannie, dlatego Ekwadorczycy rok dzielą na okres suchy i deszczowy.

Podstawą tutejszego pożywienia jest kukurydza. Nie brakuje też ziemniaków, co ważne dla naszej grupy kulturowej. Natomiast mało znane jest żyto i tęsknimy za żytnim chlebem, przestawiając się jednak na powszechnie używaną quinoę, znaną też w Polsce. Owoce i warzywa sprzedaje się na sztuki lub na funty. Ich ceny zależą od zbiorów. Najbardziej popularne są arbuzy, kokosy, awokado, mango i wiele innych, czasem nieznanych w Polsce, choćby rodzime pomidory, ale też juka i trzcina cukrowa.

image1 IMG_1581.jpg

Ekwador, jako pozbawiony własnej waluty kraj trzeciego świata, jest jakby intuicyjnie gotowy do dialogu społecznego. Obowiązuje tu rozdzielność kościoła od państwa i to że jest chrześcijańskie, nie ma nic wspólnego z prowadzoną polityką. Nie przeszkadza też Ekwadorczykom w kultywowaniu poinkańskiej kultury. Poznawanie narodu łatwiejsze jest w jego języku, ale jeszcze nie znamy hiszpańskiego, za to ich zrozumiała w całym świecie „maniana” najpierw doprowadza do wściekłości, a potem uspokaja. Powolne życie nie eliminuje narastającej z różnych powodów frustracji. Daje się jej upust w noc sylwestrową. Wykonywane są kukły osób, które innym zaszły za skórę, obija się je kijami, a potem pali, dla wyrównania rachunków. Często są to politycy.

IMG_0407 IMG_0022

W Ekwadorze bardzo łatwy jest dostęp do alternatywnej medycyny. Próbowałem już podejścia holistycznego, komór tlenowych, czytania z przeszłości, dożylnej witaminy C, ajurwedy, terapii neural /zbliżonej do akupunktury/, chciałbym jeszcze poddać się u szamana ceremonii ayawaski. Nie jestem chory, ale gruntowne oczyszczenie organizmu może przynieść tylko korzyści zdrowotne.

Zdjęcia od góry: Flaga Ekwadoru z herbem. Napis w środku: Najpierw Bóg, a potem ty. Zarys miasta Cuenka, bazylika, plac na którym handluje się pamiątkami i nie tylko, apartamenty w historycznej części miasta, noc sylwestrowa.

odapeninow

Od dziecka kształtowane otwarcie na świat, pozostawało raczej w sferze marzeń, zanim wyjechaliśmy do Stanów. Ale tego, że będę mieszkał w Andach, być może za sprawą młodzieńczej lektury Edmondo de Amicisa „Od Apeninów do Andów”, w żadnym razie nie mógłbym przewidzieć. Jednak jesteśmy tu z żoną szczęśliwi i czujemy się u siebie.