W każdą niedzielę nowy tekst na blogu. Zapraszam do czytania.

 

Żeby nie było…

 
mam 63 lata, pobieram od państwa emeryturę, nigdy nie kandydowałam do żadnego samorządu i bardzo dokładnie wiem, w jakiej sprawie zwracam się dziś do swoich Czytelników.

 
O Hajnówce jako miejscu do życia pisałam kilkakrotnie, choć i bez tego wiemy, gdzie mieszkamy. To dobre dla emerytów i artystów kresowe miasteczko starzeje się w tempie, jakiego nawet sobie nie wyobrażałam. 21 tys. ludzi to bardzo mało i przy dobrej woli wszystkim można stworzyć godne warunki. Ale muszą tego chcieć dwie strony: władze i mieszkańcy. Problem jest taki, że hajnowianie w większości są spowinowaceni, a jeśli nie są, tworzą partyjne koterie i nie zastanawiają się w jakim celu liderzy grup się nimi posługują. Co cztery lata odbywa się spektakl pod nazwą wybory, gdzie bezwzględność idzie w parze z oszukańczymi programami wyborczymi. Może bym się tak bardzo nie czepiała, gdyby jakąkolwiek szansę otrzymywali młodzi. Nie dość że nie mają w mieście pracy, to nie ma możliwości, aby siłą przebicia dorównali weteranom.

 
Po latach normalności, kiedy prawo nakazywało osobom osiągającym wiek emerytalny opuszczania stanowisk, teraz tego nie wymaga. Można pobierać emeryturę i pozostawać na stanowisku jak długo się chce. Żenujące, że emeryci na państwowych stanowiskach ochoczo z tego korzystają, pomimo że blokują młodym szansę na awans. Przez lata były emeryt – starosta pobierał uposażenie w powiecie i emeryturę jako funkcjonariusz SB. Emerytką przygotowującą się do wyborów na burmistrza jest obecna zastępczyni starosty, emerytkami są dyrektorki: Miejskiej Biblioteki Publicznej i Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej, a w maju wiek emerytalny osiągnie dyrektor szpitala. I tu ma nastąpić transfer, jeśli burmistrz nie przejdzie w jesiennych wyborach. Skoro prawo pozwala, zadbanie o własny interes jest najważniejsze, chociaż żadna z tych osób nie jest wybitnym specjalistą. Wszyscy wymienieni są radnymi i dokładnie wiedzą, że Hajnówka jest wymierającym, zbankrutowanym miastem, do którego młodzi przyjeżdżają na Boże Narodzenie i na Wielkanoc, a potem szybko uciekają. Właśnie za to powinni czuć się szczególnie odpowiedzialni.

 
Podaję przykłady stanowisk opłacanych przez państwo i wyciąganie z budżetu ile się da. To oczywiście nie wszystkie, będę Państwu stopniowo przedstawiać absurdalne blokowanie miejsc pracy. Nie miałabym nic przeciwko emerytom, gdyby na nowym etapie życia zajęli się swoimi sprawami. Założyli firmy i dali młodym zatrudnienie, pisali książki albo byli wolontariuszami w ważnych przedsięwzięciach. Ale o niczym takim w Hajnówce nie słyszałam. Proszę, aby skontaktowała się ze mną choć jedna osoba, która tak postąpiła. Adres mailowy jest we wstępie do bloga. Na pewno będę umiała taką postawę docenić. Nie widzę przeciwwskazań, aby emeryci kandydowali do rad: gminnej, miejskiej i powiatowej. To duża szansa na aktywność społeczną, choć też za pieniądze, bo radni pobierają wcale niemałe diety. Mogą się wykazywać wiedzą jako głos doradczy, pomagać ludziom, a wręcz opiekować się nimi, bo ranga radnego daje wiele możliwości. Chciałabym wierzyć, że 2019 rok przejdzie do historii Hajnówki jako miasta z nowymi władzami i nowym porządkiem rozpoczętym przez młode osoby na najważniejszych stanowiskach.

 

Reklamy

Nic nie widziałem, nic nie słyszałem, nic nie mówiłem

20180402_171646

to starożytna mądrość wywodząca się z buddyzmu i kodeksu postępowania jeszcze z 2500 roku p.n.e. Była stosowana przez wysoko rozwinięte cywilizacje, np. w Chinach, Indiach, Japonii. Zawierała jedno ważne przesłanie i w taki sposób była odbierana: JEŚLI CHCESZ WYPLENIĆ ZŁO, TO ZACZNIJ OD SIEBIE. Wyznawało ją wielu myślicieli, ale utrwalili i rozsławili Japończycy na początku XVII wieku. Stworzyli obraz, a potem liczne rzeźby Trzech Mądrych Małpek:

Mizaru – Nie widzę, Kikazaru – Nie słyszę, Iwazaru – Nie mówię

3małpki

W naszym świecie zamykanie zmysłów na zło jest zbrodnią przeciwko sobie i przyszłym pokoleniom.  Analogiczne jest staropolskie „ Moja chata z kraja” albo bliskie mi w Hajnówce: „Maja chata s kraju, nicziego nie znaju”. Wygodnie jest udawać, że problemy nie istnieją, nawet jeśli niesłuszne konsekwencje ponoszą inni ludzie. Nas to po prostu nie obchodzi. Nie rozumiemy szlachetnej starożytnej filozofii, bo żyjemy w świecie pełnym zła i sami doznajemy wszystkiego co najgorsze. Ale po części dlatego, że na to pozwalamy właśnie zamykając zmysły. Pierwotnie istniała jeszcze czwarta małpa, która symbolizowała niezgodę na czynienie zła. Nie utrzymała się, bo zło z każdym wiekiem narastało i jej milczący sprzeciw stawał się groteskowy.

4małpki

Nigdy nie wolno dawać przyzwolenia na robienie nam z życia piekła. A kto nie potępia, ten przyzwala. Zakrywanie oczu, uszu i ust jest solidaryzowaniem się ze złem. Mądrości wcale nie muszą być uniwersalne, a filozofie ponad czasowe.  Odnoszę się do Hajnówki, bo blog jest lokalny, a moim celem pisanie o mieście i ludziach. To nadzwyczajne zamykanie się na wspólne problemy jest niepokojące i niebezpieczne. Miasto ma niemal tyle samo powierzchni co mieszkańców – niewiele ponad 21 tys. Może być wyjątkową prowincją kuszącą do powrotu ze świata. Ale nigdy to nie nastąpi, jeśli zamykamy oczy na niegospodarność i nie obwiniamy za niszczenie miasta odpowiedzialnych za nie ludzi – wieloletnich władz, które uporczywie trzymają się intratnych posadek, zaciągając kolejne kredyty. Przypominam: zadłużenie Hajnówki na 2018 rok wynosi ponad 21 milionów, co w stosunku do powierzchni i zaludnienia oznacza de facto upadłość. Wystarczy, że poczujemy się za tę sytuację odpowiedzialni i mamy szansę ją zmienić. Byle byśmy widzieli, słyszeli i mówili.

DSC_0003

Na Prawosławne Święta baranek i serdeczności od Krysi Potępy https://krystynarysuje.wordpress.com/.

 

To ostatnie spotkanie z gościem na blogu. Właśnie dziś, w Prawosławną Wielkanoc, którą w Hajnówce obchodzi 2/3 mieszkańców, przedstawiam Państwu uważnego obserwatora, wdzięcznego poetę, życzliwego blogera Tadeusza Haftaniuka. Jest na wszystkich zdjęciach i sami Państwo zdecydujcie, który wizerunek wolicie.

nalewki1 208033_157262327667805_1421599_n_004

Photo0353Ja i grzyby

ameyka

 

Z wykształcenia technik technologii obuwia, większość życia przepracował jako zawodowy kierowca. Od trzech lat zajmuje się działką, która pochłania niemal cały wolny czas, namiętnie zbiera grzyby, ale jego największą pasją są teleturnieje. Uczestniczył w 21, nierzadko zdobywając świetne nagrody. Prowadzi autorskiego bloga https://zlepekklepek.wordpress.com/ swoje przemyślenia publikuje też na kilku portalach, m.in. „Publixo”, „Herbatka u Heleny”, „50 +”. Ma 60 lat, mieszka w Chełmie.

 

 

 

 

 

Magia Wielkiej Nocy

W kurniku jakieś dzieją się dziwy

Zapiał dziś kogut – Ot cuda – wianki,

To Wielkiej Nocy są chyba wpływy,

Kury zaczęły znosić pisanki.

 

Ani jajo, ani kura

Ciepły wietrzyk, słońce wyżej

Problem wielki niczym góra

Wraca razem z Wielkanocą

Jajko pierwsze czy też kura.

Moje zdanie w tym temacie

Proste niczym góry krecie

By się wszystko mogło zacząć

Kogut musiał być na świecie.

 

Limeryk

Młoda panienka spod Cieliczanki

przed Wielkanocą zdjęła firanki

A gdy spać się położyła

księżyc znany szaławiła

blaskiem swym na niej spełniał zachcianki.

 

 

Wielkanoc 2018

 DSCF6711

Na święta Joanna Bińczycka – artystka – cukierniczka – właścicielka Pracowni Tortów Cukrowe Fantazje w Hajnówce.

DSCF6727

Nie spodziewała się sukcesu, tym bardziej uznania i miłości mieszkańców miasta, kiedy przed czterema laty otwierała pracownię, spełniając swoje marzenia. Wie, jakie to trudne i konsekwentnie wspiera utalentowane osoby, aby w pokonywaniu barier łatwiej sobie radziły niż ona. Jest  założycielką i przedstawicielką Stowarzyszenia na Rzecz Hospicjum w Hajnówce. Dlatego była kandydatką do tytułu Osobowość Roku 2017, a za talent dwukrotnie  kandydatką do prestiżowej nagrody „Marka Podlaska”. W tym roku prezentowała ręcznie dekorowane ciasteczka.

DSCF6729

Działają podobnie jak ciastka księżycowe w kulturze azjatyckiej – dają radość i szczęście obdarowanym nimi osobom. Są śliczne, dostosowane do okazji, z magnetycznym urokiem i dzięki Joannie Bińczyckiej – z Hajnówki rozchodzi się ich sława. Pracownia podkreśla okazjonalność i na wszystkie okoliczności, także życiowe, opracowuje niepowtarzalne wzory wyrobów cukierniczych. Podkreśla też sezonowość, którą zawsze oznajmia wystawa w oknie.

DSCF6741

ul. 3 Maja 41, e-mail: binjoanna@wp.pl , tel. 601 286 164

DSCF6704DSCF6709

 

 

W tegoroczne święta, razem z królową Anglii, odwiedza Państwa Króliczek Wielkanocny – autorka artykułu, także własnego bloga https://burzatumblemind.wordpress.com/ Wiele osób, zwłaszcza młodych, wyjechało z Hajnówki do pracy w Anglii i na pewno chcecie Państwo wiedzieć, jak obchodzą święta bez swoich bliskich.

Na imię mam Sylwia i pisałam już na tym blogu 8 września 2017 roku. Ponad 10 lat, razem z najbliższą rodziną, mieszkam w Anglii. To kraj chrześcijański, ale w angielskiej historii Wielkanoc sięga czasów przedchrześcijańskich, kiedy to wraz z odejściem zimy czczono boginię świtu i wiosny Eostre. Co roku, w przedświąteczny czwartek, Jej Wysokość Elżbieta II wręcza seniorkom i seniorom, którzy zasłużyli się lokalnej wspólnocie i kościołowi, specjalnie wybite na tę okazję monety. W 2017 roku otrzymało je 91 kobiet i 91 mężczyzn. Niestety jestem za młoda, aby być zaproszoną, ale autorka bloga mogłaby się załapać 🙂

Wielkanoc spędza się w Anglii raczej skromnie, zwykle jest to dobra okazja do spotkań rodzinnych. Piątek i poniedziałek są dniami wolnymi od pracy, ale tradycja Lanego Poniedziałku nie istnieje. Przez cały świąteczny okres w kościołach odprawiane są specjalne msze. Szczególną melancholię na nabożeństwach odczuwa się w Wielki Piątek, jako że tego dnia Jezus dał się ukrzyżować za nasze grzechy.

Anglicy nie święcą jedzenia, nie  wykształciła się tu tradycja dekorowania i chodzenia z koszyczkiem pełnym przysmaków do kościoła. Za to chodzą Polacy, którzy święcą potrawy w polskich kościołach, podczas mszy celebrowanych przez polskich księży. W każdym mieście można znaleźć polski sklep z produktami, do których jesteśmy przyzwyczajeni i urządzić sobie polskie święta. W niedzielę rodziny spotykają się na uroczystym śniadaniu, po którym przeważnie idą do kościoła lub na spacer, ale też mają możliwość korzystania z wielu innych atrakcji. Dzieci z zapałem szukają jajeczek i króliczków.

Przed Wielkanocą Anglię dosłownie zalewają czekoladowe jajka i króliczki.

Ich zaskakujące kształty i rozmiary sprawiają, że stały się tradycyjnymi upominkami. Wyparły dekorowanie pisanek, ale jajka na wielkanocnym stole są zawsze, bo symbolizują wiosnę i nowe życie. Tak samo jak różne łakocie. Podczas wielkanocnego obiadu, głównym daniem jest pieczona jagnięcina, a do tego lekkie ciasto z owocami i dwiema warstwami marcepanu lub masy migdałowej. Są też słodkie drożdżówki z przyprawami korzennymi i rodzynkami, uwieńczone białym krzyżem.

buleczki

Rodzinne wyjazdy i urlopy na czas Wielkanocy nie są tu niczym dziwnym. Wielu Anglików korzysta z wolnych od pracy i szkoły dni /szkoła jest zamknięta przez dwa tygodnie/, niektórzy decydują się nawet na podróż do cieplejszych krajów. Polska i Anglia są do siebie zbliżone kulturowo i warto zainteresować się tradycjami, a także otworzyć się na inne sposoby celebrowania religijnych wierzeń. Przyjaźni Anglicy odwdzięczą się tym samym.

 

Bardzo bym chciała, abyście chociaż do świąt (1 kwietnia – katolickie, 8 kwietnia – prawosławne) uśmiechali się Państwo na moim blogu, dlatego ponownie poprosiłam o pomoc Stanisława Górnego https://stanislawgorny.wordpress.com/

Kogut Adolf

Mam koguta Adolfa, który ma taki kłopot, że skacze na kury nie z tej strony co trzeba, przez co wiecznie chodzi nieszczęśliwy. Już nawet, chcąc mu pomóc, szukałem w necie jakiegoś poradnika typu „Kamasutra dla drobiu”. To nawet nie jest tragedia samego koguta, to tragedia całego kurnika. Trudno, żeby kury były szczęśliwe, gdy im kawaler na głowę skacze. Dlaczego o tym piszę? Bo podobnie jak wspomniany Adolf, przez niewłaściwe podejście /do życia, nie do kur/, jestem nieszczęśliwy. O ile Adolfowi da się pomóc, np. malując strzałki na kurach, to już mi z tym moim uporem i demonem, który mną rządzi, pomóc za bardzo się nie da. Właściwe podejście to połowa sukcesu, wszystko jest w naszych głowach. Cóż, przynajmniej będę w Polsce jedynym właścicielem kur ze strzałkami.

PS. Komentarz Morfeusza: – Może Adolf byłby szczęśliwszy jako rosół?

PS. Panienka w SPA, którą Adolf podgląda, to figurka z masy cukrowej wykonana przez artystkę – cukierniczkę Joannę Bińczycką, właścicielkę Pracowni Tortów Cukrowe Fantazje w Hajnówce.

 

Stanisław Górny https://stanislawgorny.wordpress.com/ pisał specjalnie dla Państwa 17 grudnia ub. r. Dziś ponownie spotykamy się na moim blogu, żeby po tekstach zamyślonych pojawiły się uśmiechnięte. Zapraszam do miłej lektury. Autor na zdjęciu.

jez_1

Chciała mi dać 150 tysięcy !       

Leżałem sobie na łóżku rozmyślając o sprawach, które od wieków dręczyły filozofów. Ile – np. – musi nacierpieć się jeż, żeby sobie pobzykać, gdy z rozmyślań wyrwał mnie telefon. Odebrałem niechętnie, bo najpierw musiałem wyciągnąć rękę z gaci. Damski miły głos zapytał, czy rozmawia z panem Stanisławem? Ucieszyłem się, bo już myślałem, że wygrałem casting do pornusa „Ogniem i penisem”. Przemiła osoba zgasiła moją oczywistą radość twierdząc, że chce mi zaproponować 150 tysięcy w razie nieszczęśliwego wypadku. Porypało ją? 150 tysięcy to nawet moja skóra w kalesonach nie jest warta, o czym nie omieszkałam poinformować i dodałem, że za te pieniądze chętnie się rzucę pod samochód, najlepiej zaparkowany, co skwitowała radosnym śmiechem. Wiem nie od dziś, że jestem jednostką wyjątkową, nie mówiąc o tym diable w spodniach, ale owa dama proponując mi te 150 tys. nie zdawała sobie sprawy, że całe moje życie to wielki, nieszczęśliwy wypadek.

Staruszek Stasiek

O tym, że wyglądam starzej niż te 32 lata, które mam, słyszałem nie raz. Może smutek i samotność tak postarzają? Ale gdy facet w sklepie krzyknął do mnie – „Cześć Bartłomiej!”, to zrobiło mi się słabo. Bartek to mój stary. Może i nie wyglądam jak nastolatek, ale żeby mylić mnie z kimś, kto osobiście znał Mojżesza? A co gorsze, to już nie pierwszy taki kwiatek. Kiedyś koleś zapytał mnie, czy przypadkiem nie jestem bratem Bartka? Może powinienem pomyśleć o jakimś kremie odmładzającym?  Najlepiej w wiadrze. Za parę lat to i na cmentarz nie będę mógł pójść, bo ludzie pomyślą, że się rozgrzebałem. Boję się, że pewnego dnia jakaś panna podejdzie nie po to, żeby poflirtować, ale pomóc mi przejść przez ulicę. Może moje spojrzenie mówi: dobij mnie, a uśmiech mam jak wykastrowany wyżeł, ale żeby mylić mnie z moim ojcem? Najlepiej od razu mówcie mi dziadku.